- 7 listopada 2026
- 22 Views
- 0 Likes
Wszystko zaczyna się na parkingu pod “Frakiem” – tak było i tym razem
W sobotnie popołudnie, 24 października młodzież Elektryka wraz z opiekunami wyruszyła w kolejną piękną podróż przez kraje Europy. Celem wyprawy była bajeczna Słowenia oraz równie cudowna włoska Wenecja.
Zaczęliśmy zwiedzanie od tej ostatniej. Jesienna niedziela po sezonie miała być czasem idealnym, abyśmy miasto mieli prawie wyłącznie dla siebie. Nic bardziej mylnego – trafiliśmy na maraton. Setki biegaczy i tysiące osób towarzyszących trochę przeszkadzały, ale dzięki pani przewodniczce bez problemu obejrzeliśmy najważniejsze zabytki i atrakcje Wenecji.
Po zwiedzaniu i zakupie pamiątek (po okazyjnych, wytargowanych cenach) przyszedł czas na rejs powrotny w kierunku naszego czerwonego Mercedesa, który czekał, aby zawieźć nas do hotelu.
Poniedziałek był wypełniony atrakcjami od wczesnych godzin porannych po zachód słońca. Zaczęliśmy od zamku Predjama, którego znaczną część stanowi jaskinia. Poznaliśmy historię sprytnego słoweńskiego Janosika – Erazma Lüggera, pana predjamskiego zamczyska.
Następnie udaliśmy się do Jaskini Postojnej – jednej z najbardziej niezwykłych jaskiń krasowych. Podróż pociągiem przez podziemne komory, a następnie spacer wśród niezwykłych form naciekowych pozostawiły niezapomniane wrażenia.
Na koniec dnia, aby się ogrzać po jaskiniowym chłodzie, pojechaliśmy nad Adriatyk, do Piranu – miasta, w którym wciąż widoczne są ślady weneckiej przeszłości. Spacer, wizyta na murach cytadeli i podziwianie nadmorskich widoków wypełniły popołudnie aż do zachodu słońca. A jaki to był zachód!
Na wtorek znowu w programie zaplanowano całą masę fantastycznych miejsc do zwiedzania, tym razem w północnej części Słowenii. Zanim jednak wyruszyliśmy na dobre w Alpy, nasza wycieczka miała punkt dla duszy – Sanktuarium w Brezje porównywane z polską Jasną Górą.
Po chwili zadumy udaliśmy się nad Jezioro Bled otoczone górami i pięknym o tej porze roku lasem. Nad jeziorem góruje majestatyczny zamek na potężnej skale, a w oddali widać najwyższy szczyt Słowenii – Triglav.
Nasz ulubiony przewodnik – pan Bartłomiej – zrobił nam cudowną niespodziankę zabierając nas do Planicy. Najodważniejsi (lub ci z najlepszą kondycją) wdrapali się na Velikankę – wrażenia niezapomniane! Od tej pory zupełnie inaczej będziemy patrzeć na skoki narciarskie “na mamucie” kończące co roku sezon.
Zwiedzanie Słowenii nie może odbyć się bez wizyty w stolicy – Lublanie. To urokliwe miasto mostów, smoków i studentów urzeka nie tylko bogatą historią, ale również swoją kameralnością i przytulnością. A wieczorem pokazuje jeszcze bardziej niezwykły klimat dzięki pięknym iluminacjom.
Mogliśmy sądzić, że po wieczorze w Lublanie czeka nas już tylko długa droga powrotna. Tymczasem w planach była jeszcze jedna niespodzianka – w środowy poranek zwiedziliśmy kolejne fantastyczne miejsce – średniowieczne miasto Ptuj, najstarsze w Słowenii, znane z wpisanej na listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO tradycji karnawałowej zwanej Kurentovanje.
Po takiej masie atrakcji powrót do rzeczywistości jest trochę trudny.
W skrócie o wycieczce:
- W przygodzie wzięły udział 42 osoby z klas 2fl, 2ct, 3et, 4al, 4ct, 5ct i 5dft.
- Przejechaliśmy łącznie około 2400 km na terenie 4 krajów, przepłynęliśmy statkiem 12 km, Średnia kroków to mniej więcej 14000.
- Pogoda była idealna, chmury pełniły funkcje dekoracyjne.
- Kadra: przewodnik – pan Bartłomiej, kierowcy czerwonego Mercedesa – pan Wojciech i pan Łukasz, opiekę nad grupą sprawowali B. Kurowska, I. Jedziniak i M. Kania.

























































